stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog > Komentarze do wpisu

JAK WALCZYŁEM O ENDORFINY

Oraz o wypadku, który niemal pozbawił mnie kontaktu ze światem.

Postanowione. Powiedziałem wiosennemu przesileniu, o którym tak szeroko się rozpisywałem, że albo samo sobie pójdzie, albo dostanie kopa w zad i będzie musiało uciekać.

A czy jest lepszy dzień, by coś zacząć niż wtorek?Wyciągnąłem więc z piwnicy mój stary jednoślad, który powinien jednak przejść serwis po zimie, ale obiecuje, że załatwie to w weekend.

Więc wyciągnąłem z piwnicy rower, włączyłem RUN DMC na słuchawkach i powiedziałem sobie, że bez zrobionych conajmniej trzydziestu kilometrów nie masz po co wracać do domu.

Pewnie będą sięze mnie śmiać zapaleni cykliści, bo trzydzieści? Co to jest trzydzieści.

Od tego jednak zacznę.Powietrze jeszcze trocję chłodne, pamiętam cieplejsze marce, ale w zdobywaniu endorfin jednak to nie przeszkadza, bo po dziesięciu minutach i tak byłem upocony jak świnia.

Ciężko wyciągnąć rower z zagraconej piwnicy.Oznak wiosny jeszcze nie widać, powietrze niby cieplejsze,.ale zieleni jeszcze nie ma.A kupy na chodnikach i trawnikach za oznakę ciężko uznać.

Aparatu przy sobie nie miałem, zresztą fotki będę cykał jak się dookoła zazieleni.

Telefonem zdjęć nie będę robił, zresztą na ekranie zrobił się solidny pająk, nic na nim nie wiadać, a pacjent ubezpieczony nie był, więc pewnie pójdzie w kosz. Jeśli ktoś będzie chciał się ze mną skontaktować, albo ja z kimś to może być problem.

W wyniku upadku przyjął solidną porcję energii kinetycznej, która ładnie rozeszła się po wyświetlaczu.

Usłyszałem tylko świst powietrza i uderzenie o kostkę brukową, a po chwili ujrzałem go na bruku w trzech częściach. Jeszcze krzyknąłem z niedowierzania a czas jakby zwolnił. Niestety, nie mogłem już nic zrobić.

Zarządziłem jeden dzień żałoby. Smutne stany niby lepiej się opisuje, ale już ich na ten czas wystarczy. Na razie mimo wszystko mam dobry mastrój i lecę pod prysznic, żeby tu nie śmierdzieć

wtorek, 28 marca 2017, przemodemon